Menu

Dwunasty Dystrykt

Nowe życie Katniss Everdeen i Peety Mellark. A więc nadszedł czas, abyśmy zadali sobie pytanie. Co działo się po upadku wszechmocnego Panem?

13.

mihelyy

Leżąc na podłodze, zastanawiam się nad zaistniałą sytuacją. Po naszej żenującej wpadce od razu wpadłam tutaj, do pokoju uderzająco podobnego do tego, który zajmuje Peeta. Rysując palcem nieprzypominające niczego konkretnego wzory, zaczynam mówić do siebie.
- Paranoja. Czysta porażka. - wzdycham - Zamknęli mnie w jakiś podziemiach, matka wstrzykiwała mi jakieś niebieskie serum, po którym nie potrafiłam doliczyć do pięciu. Na dodatek wmówili mi, że Peeta nie żyje. Ha! A ja chciałam się zabić. Zresztą co z tego, jak okazało się, że on żyje i ma się dobrze. No prawie. Nie licząc, siniaków czy rozciętego policzka. Marzyłam o tym, aby się w niego wtulić. Powiedzieć, że za wszystko przepraszam... że chcę mu to wynagrodzić... Być przy nim i nigdy go nie opuścić. Teraz nie wiem, czy dam radę spojrzeć mu w twarz i przypadkiem nie zrobić krzywdy!
Uderzam pięścią w panele. 
- On zapewne już wie co się tutaj dzieje. Co to wszystko miało na celu. Z chęcią bym z nim porozmawiała, dowiedziała o każdym najmniejszym siniaku, poznała sprawcę, a następnie go powiesiła. 
- Drugi raz nie wiem, czy dam radę wyciągnąć cię z celi - po pokoju roznosi się ochrypły głos Haymitcha.
Kiedy on tu wszedł?! Czy on kiedykolwiek nauczy się, że inni ludzie cenią sobie prywatność. 
Słyszę zbliżające się do mnie kroki. Kucając dotyka mnie palcem, jakby sprawdzał, czy żyję. 
- Chodź na kolację, skarbie - wbija mi paznokcia między łopatki - Obiecałem, tej przeuroczej pielęgniarce, że się tobą zaopiekuje.
- Mógłbyś zabrać tego palucha - warczę. 
- O! Żyjesz! - parska śmiechem. 
- Będę wdzięczna jak następnym razem zapukasz, nim wejdziesz.
- A co, wstydzisz się?
- A co, chcesz mnie widzieć nago? - podnoszę się na łokciach i spoglądam na jego wykrzywioną twarz. 
Potrząsając z obrzydzeniem głową, podnosi się. 
- Wstawaj. Mamy parę spraw do obgadania - rusza w stronę drzwi. 
- Zaraz... 
- Nie zaraz, a już - czeka, aż wstanę. 

Zasiadamy do pustego stołu. Wokół nas kręcą się elegancko ubrani ludzie, którzy co chwilę donoszą nowe potrawy. By po chwili, zostawić nas samych. 
- Słuchaj Katniss - poważny ton Haymitcha, sprawia, że dostaję gęsiej skórki - Gdy będę mówić, masz nie wybuchać, a grzecznie wysłuchać i przytaknąć. Zrozumiano? Najlepiej się nie odzywaj, a przede wszystkim nie okazuj emocji. 
Gdy kończy do pomieszczenia schodzą się współlokatorzy i w milczeniu zajmują miejsca. Na przeciwko mnie, jak zawsze naburmuszona Johanna, wymownie spogląda na jedzenie.
Przy stole zostały dwa wolne miejsca. Jedno koło mnie, a drugie na końcu stołu, na przeciw Haymitcha. 
Kogo może brakować? Jest Haymitch, Johanna, Gale, matka, ja... Brakuje kolorowej Effie i... Kiedy zaczynam się rozglądać, krzesło obok mnie szurnęło. 
- Pozwolisz? - półszeptem, zwraca się do mnie Peeta. 
Peeta! Jak mogłam zapomnieć o tym człowieku?!
- A mam inny wybór? - syczę. 
Przez jego twarz, przechodzi nieśmiały uśmiech.
Zajmując, miejsce kładzie łokcie na stół. 
-  A teraz się skupcie - donośnym głosem zaczyna Haymitch - Jesteście tu nie bez powodu. Jak dobrze wiecie, głównym celem jest, a raczej było powtórzenie głosowania. Z racji tego, że wy wszyscy, doprowadziliście mieszkańców Kapitolu do... Hmm.. jakby to nazwać? 
- Po prostu oszaleli na waszym punkcie - wtrąca Effie. 
- Łagodnie mówiąc. Rząd uznał to za świetną okazję, do zmotywowania obywateli.
- Niby do czego? - burzy się Johanna. 
- Pomyśl - odszczekuje jej Peeta - Mamy ich zagonić do pracy nad sobą, no i oczywiście nad budową nowego Panem. 
- Nie tym tonem - wygraża mu Gale. 
Dajcie im coś ostrego do ręki, włączcie kamerę i voila! Igrzyska Głodowe jak się patrzy! 
- Już dzieci się uspokoiły? - karci ich Haymitch - Nie przedłużając. Głosowanie nie będzie jak w pierwszej wersji planowano tajne, tylko zrobią z tego jedne wielkie show. Także, szykujcie się na powtórkę z rozrywki. Za niecałe 3 dni.
Mówiąc ostatnie zdanie, wymownie spojrzał w moją stronę. 
- A teraz jemy! - oznajmia Effie.

Po kolacji, gdy reszta bandy udaję się do salonu, samotnie zmierzam do sypialni.
Wolę się położyć, za bardzo mi szumi w głowie od wypitego wina.
Nagle ktoś łapię mnie za przedramię. 
- Katniss... - spoglądając mi w oczy, mówi lekko zestresowany Peeta - mogę u ciebie spać? 
- Ty to masz tupet! - próbuje wyszarpać rękę, lecz z marnym skutkiem. 
- Nie każ mi... 
- Jakiś problem, Kotna? - do akcji wkracza Gale. 
- Nie wtrącaj się - puszczając moją lewą kończynę, blondyn staje naprzeciwko dawnego przyjaciela. 
Obaj naprężają mięśnie, jakby zamierzali skoczyć sobie do gardeł. Ich nagła zmiana zachowania, mnie zastanawia. Najwyraźniej, podczas mojej nieobecności, stało się coś bardzo niedobrego. 
- Odsuń się od niej - robiąc krok do przodu, nie spuszcza oka z Peety.
- I co Ty niby mi zrobisz? - parska - Cudowny, nieskazitelny, wręcz idealny KUZYN Katniss. 
- Stul pysk! Mam większe prawo do niej, niż ty! 
- Nie jestem rzeczą! - wkraczam między ich dwa napięte ciała. 
Staję tyłem do Peety, a przodem do Gale. W efekcie, na plecach czuje przyspieszony oddech i lekko dygoczące ciało partnera, które w niewytłumaczalny sposób sprawia, że przechodzą mnie dreszcze. Zaś z drugiej strony, piorunuję się wzrokiem wraz z zimnym żołnierzem. 
- Chyba, nie powiesz mi, że on może więcej ode mnie - warczy - Koleś, który wkręcił cię w zaręczyny, ślub i dziecko, nie zwracając uwagi na twoje zdanie. Nie rozśmieszaj mnie.
Zanim zdążyłam pomyśleć, moja dłoń z głośnym plaskiem zatrzymuje się na twarzy Gale'a.
- Nie masz prawa tak mówić! W ten sposób nas chronił! Za wszelką cenę chciał mnie uratować! 
- Uratować, chyba usidlić! - niebezpiecznie zmniejsza odległość między nami - Otwórz oczy, Kotna! 
- A ty zamilcz. 
Ruszam z zaciśniętymi zębami. Uderzając barkiem Gale'a, łapię Peetę za nadgarstek i ciągnę za sobą do pokoju.
Trzaskam drzwiami. 
- Co?! - rzucam gniewnie - Nie patrz tak na mnie!
- Przecież nic nie mówię! - podnosi głos. 
- Wystarczy mi twój wzrok, a gotuje się we mnie.
- To po co mnie tu ściągnęłaś? 
- Nie wiem! - odsuwam się od drzwi i gestem ręki wskazuje na nie - Droga wolna.
Podchodzi do mnie pewnie. Cofam się do tyłu, aż w końcu uderzam o białe drewno. Jest coraz bliżej i bliżej. Gdy łapie za klamkę, nasze ciała dzielą centymetry. 
- Masz rację nic tu pomnie - jego ciepły oddech delikatnie muska moje usta. 
- Ty chciałeś ze mną spać - syczę. 
- Chwila słabości - puszcza oczko. 
Wydaje mi się, albo Peeta zmniejszył odległość między nami. Wcześniej gdy brałam oddech, nie dotykałam jego klatki. Teraz bez problemu byłabym wstanie powiedzieć ile ma pieprzyków na szyi czy twarzy. Widzę je bardzo dokładnie. 
- Zabawne. 
- Co cię tak bawi, KOTNA? - ostatnie słowo wymawia z ogromnym obrzydzeniem. 
- Nie nazywaj mnie tak - zaciskam pięści - Stąpasz po bardzo cienkim lodzie, Peeta, w końcu wpadniesz do wody i się utopisz. 
Ni stąd, ni zowąd. Chwyta mnie za nadgarstki i z niewyobrażalną lekkością, podnosi ręce do góry. W ten bardzo prosty sposób obezwładnia mnie. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się tego i jestem pełna podziwu jego przebiegłości, która szczerze mówiąc, nie wiem co ma na celu. 
Pożerając wzrokiem, przybliża swoją twarz, tak aby nasze usta stykały się przy najmniejszym ruchu. 
- Lubię ryzyko - podczas wypowiadania słów, dotyka moich warg. 
Wariuję. Co mam o tym myśleć i co on chce zrobić?
- Peeta...
Zatapiam się w namiętnym pocałunku. Jego rozgrzane wargi lądują na mojej szyi, następnie obojczykach, aż w końcu dochodzą do klatki piersiowej. Całuje mnie po każdym skrawku odsłoniętego przez dekolt ciała. Wciąż jestem skrępowana, jakby się bał, że go zaatakuje. Nawet nie przypuszcza, w jakim jest błędzie. Gdyby wszedł do mojej głowy i posłuchał jak moja żądza i podniecenie krzyczy... Nie zastanawiał się nad niczym, tylko działał. 
W końcu uwalnia jedną rękę. Wraca do ust, a serce przyspiesza tętno. Automatycznie kładę dłoń na jego plecach. Zjeżdżam nią niżej, końcówką palców wyczuwam koniec koszulki. Jednym, pewnym pociągnięciem, pozbawiam Peetę górnej części garderoby. Zaś on spoglądając mi w oczy, szarpie za dekolt, rozrywając przy tym guziki. Jego oczom ukazują się moje nagie piersi. A resztki szarego materiału, zsuwają się z moich ramion. 
Uwalnia obie ręce, rozpuszcza mi włosy i obdarowuje szyję pocałunkami, co jakiś czas ją przygryzając. Podnosi mnie, moje kroczę opiera się o jego biodra i... Pulsujące, a jakże twarde przyrodzenie Peety.
Dlaczego nie przerywam? Powinnam to zakończyć, zanim mnie rozebrał! Ale nie potrafię. Myślę tylko o... 
- Peeta... - dyszę.
Na jego plecach pojawia się gęsia skórka. Odrywa się od szyi i pomału spogląda mi w oczy. 
- Zastanawiałem się, kiedy przerwiesz - szepcze. 
- Musiałam to zrobić - przygryzam wargę - Dla zasady. 
Zaczynam go całować. Z początku zdziwiony moim zachowaniem, nie wie co począć. Trwa to krótką chwilę. Gdy jego język tańczy z moim. 
Nie myślę, działam. Nie chcę przerywać, chcę się ponieś emocjom. Czuć tylko bliskość Peety. 
Podnosi mnie wyżej. Ustami muska obojczyków, klatki, aż schodzi do piersi. Delikatnie językiem przejeżdża po sutkach. Wywołując u mnie falę gorąca i podniecenia. Wplątuje palce w blond czuprynę. A on powtarza tą czynność, powodując u mnie dziwnie ciężki oddech. Lekko przygryza, a z moich ust wydobywa się cichy jęk. Nie sądziłam, że to może być takie przyjemne. 
Po chwili, przenosimy się na łóżko. Całuje mnie od szyi, po biust, aż do brzucha. Rozpina spodnie i delikatnie zsuwa je z moich nóg. Następnie zabiera się za swoje. Zostajemy w samych majtkach. 
Od razu kieruje wzrok na jego przyrodzenie, które szczerze, przeraża mnie swoim rozmiarem. 
Kładąc się na mnie, dotyka piersi. Na początku jest delikatny, by stopniowo nasilić uścisk, robiąc tym ogromną przyjemność. Zjeżdza dłonią niżej, powoli wsuwa ją pod majtki. 
Nagle jest mi gorąco, a w uszach zaczyna piszczeć. 
Jego chłodne palce jeżdżą z góry na dół, aż w końcu je wkłada.
- Jesteś, niesamowicie wilgotna - szepczę do mojego ucha. 
Nie potrafię wydusić z siebie słowa. Jedynie, dyszenie wydostaje się z moich ust. 
Bez zastanowienia, dotykam jego przyrodzenia. Mocniej ściskam, a na twarzy Peety, pojawia się delikatny rumieniec. Robię to co on, pomału wkładam dłoń w jego bokserki i zaczynam go tam masować. 
U ozdabiamy tą przyjemność pocałunkami i sprośnymi szeptami. 
Podnosi się nade mną, zdejmuje mi i sobie bieliznę. 
Jestem tak rozpalona, że nie potrafiłabym doliczyć do pięciu. 
Gdy się nachyla, przygryzam wargę. 
- Nie będzie bolało, obiecuje. 
Kończąc, to zdanie. Wsuwa swoje przyrodzenie we mnie. Zadając mi równocześnie ból jak i rozkosz. Nie pohamowanie, z ust wydobywa się jęknięcie. 
Zaczyna się ruszać, szybciej i mocniej. A ja z trudem potrafię być cicho. 
W pewnym momencie, wbijam paznokcie w plecy Peety, a ciało przechodzą silne drgawki. Czuję się jakbym eksplodowała i na nowo się urodziła. Nie wiem co się dzieję. Widzę, że on również nie potrafi, się pozbierać. Powoli wychodzi. 
Kładzie się obok. 
Zmęczeni i zdyszani, leżymy w milczeniu. 
Wystarczyło, że przykryliśmy się kołdrą i zapadliśmy w sen. 

 

 

//EMKA
MAMY WAKACJE, CZYLI DUŻO WOLNEGO CZASU, CZYLI SWOBODĘ PISANIA I CZĘSTSZE DODAWANIE ROZDZIAŁÓW! 
Mam nadzieję, że jeszcze jesteście i zaglądacie :) 
Buziaki! Muaaa!

© Dwunasty Dystrykt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci